Badania nie są jednoznaczne, wydaje się jednak, że oblizywanie smoczka przed podaniem go dziecku nie jest najlepszym pomysłem. Zobacz dlaczego. Nigdy nie przywiązuj smoczka do łóżeczka lub wózka, nie zawieszaj go na szyi dziecka, ani nie przypinaj na łańcuszku lub tasiemce do jego ubranka - grozi to uduszeniem dziecka! Smoczki w pytaniach i odpowiedziach Starajmy się skupiać uwagę dziecka na innych rzeczach, na zabawkach czy nowych wspólnych zabawach. Zamiast smoczka postarajmy się zapewnić dziecku np. jakąś przytulankę.Nie odbierajmy dziecku smoczka jeśli przechodzi ono jakieś trudne przełomowe momenty. Czasem kilka tygodni nie zrobi różnicy. Źródło: Dlatego, gdy zwracał się do rodziców, jego celem nigdy nie było pouczanie ich. Chodziło raczej o pomoc w zrozumieniu tego, co robią intuicyjnie, w uzasadnieniu decyzji, które sami podejmują. Jego metoda polegała na wspieraniu mocnych stron rodziców w prosty, ale konkretny sposób. „Czy należy mówić dziecku „nie”?” Smoczek pozwala mu się wyciszyć bez jedzenia. Smoczek, rozsądnie używany, może odzwyczaić niemowlę od nocnego karmienia. Posłużyć jako tymczasowa alternatywa dla piersi i karmienia, które trwa około 20 minut. Dzieci ssące smoczek są zazwyczaj (oczywiście nie zawsze!) spokojniejsze od tych wychowywanych bez smoczka. Owszem, bywało ciężko – syn był (i jest) wymagającym dzieckiem i potrzebował sporo bliskości, ale pomagaliśmy mu radzić sobie bez smoczka. Choć niektórzy mówili, że to niemożliwe, okazało się, że to nie była prawda: żeby uspokoić – wystarczy mocne przytulenie, a smoczek wcale nie jest niezbędny do zasypiania. . Cześć, jestem Asia i nigdy nie kupiłam mojemu dziecku smoczka. Choć kilka razy było blisko. Zdecydowałam się na to z kilku powodów. Dlaczego? Początkowo nie mieliśmy smoczka, bo jestem fanką minimalizmu i nie lubię kupowania zbędnych rzeczy. Wiedziałam, że młodzi rodzice łatwo stają się ofiarami reklam i też jestem narażona na nachalny marketing, dlatego nie chciałam kupić niczego, co okaże się zbędne. No i w niedalekiej przyszłości czekała nas też przeprowadzka, więc stwierdziliśmy, że w końcu jeśli czegoś będziemy potrzebować, to dokupimy w odpowiednim momencie. Prosta sprawa. (Żeby nie było tak różowo: Okazało się, że to nie była aż tak dobra strategia, bo mieliśmy ubranka tylko w rozmiarach 56 i 62. W te pierwsze Kociełło nigdy się nie zmieścił, a z drugich wyrósł po dwóch tygodniach. A my nie mieliśmy większych – ale to temat na inną opowieść :)) Kiedy czekaliśmy na synka, mieliśmy tylko zestaw ciuszków, kocyki, pieluszki i inne podstawowe rzeczy. Przecież nie trzeba mu żadnych urządzeń emitujących biały szum (no bo przecież są nagrania na YouTube), żadnej karuzeli do łóżeczka (bo po co?). Butelki też nie (przecież będę karmić piersią, prawda?) Założyłam, ze noworodek potrzebuje tylko dużo czułości, a na gadżety przyjdzie jeszcze czas. Dlaczego nie miałam smoczka w szpitalu? Po prostu nie było go na liście z wyprawką (serio, ściśle jej przestrzegałam). Dlatego w szpitalu zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam na korytarzu noworodki ze smoczkami. Pomyślałam, że może też musimy kupić i trochę poczytałam. No i okazało się, że lista przeciwwskazań jest długa. Problemy z laktacją, wady zgryzu w perspektywie, problemy z odstawieniem i zasypianiem bez smoczka… to tylko niektóre z nich. Co mnie przekonało? Zagrożenie dla laktacji Smoczek podany bardzo wcześnie może zaburzyć laktację. Dlatego dobrze jest poczekać z nim do 4, a najlepiej do 6 tygodnia życia dziecka. Ten pierwszy etap jest kluczowy – wtedy dziecko ssie pierś bardzo często (w moim przypadku praktycznie non stop) i nie tylko po to, żeby się najeść. Potrzebuje bliskości i stymuluje produkcję pokarmu. Jeśli podamy smoczek, dziecko będzie go ssać, więc piersi nie otrzymają sygnału i nie wyprodukują odpowiedniej ilości mleka. Ponieważ miałam bardzo duże problemy z laktacją (w szpitalu Kociełło był dokarmiany bez mojej zgody), zaraz po wypisie i powrocie do domu nie podałam mleka modyfikowanego i zaczęłam walczyć o produkcję pokarmu. Funkcjonowałam wtedy w opcji baru mlecznego 24/7. Było ciężko (czułam się trochę jak Rocky – po prostu krew, pot i łzy). Znienawidziłam laktator i kawę zbożową (ktoś mi sprzedał informację, że to wspomaga laktację, ha ha ha). No i po prostu nie chciałam ryzykować, że po takich ciężkich bojach zaburzę coś smoczkiem. Zarazki – fuj! Chciałam przygotować się merytorycznie do podania smoczka zaraz po tym okresie – czytałam o rozmiarach, tworzywach i możliwych zagrożeniach. Te ostatnie szczególnie działały na wyobraźnię (wiadomo, byłam świeżo upieczoną mamą ;)). Najgorzej brzmiały teksty o sterylizacji i o tym ile zarazków gromadzi się między łączeniem plastiku osłonki z samym smoczkiem. Co zrobiłam? Zaczęłam czytać o designerskich smoczkach odlanych z jednego kawałka tworzywa, a ponieważ były odpowiednio drogie i dostępne tylko w internecie, to chwilowo odpuściłam. W międzyczasie było jeszcze kilka spacerów ze strasznym płaczem, kiedy prawie zawędrowałam do sklepu po smoczek (czemu tak głośno krzyczy? co mam robić? zaraz ktoś zadzwoni po opiekę społeczną i zabiorą mi dziecko… AAA! - tak wyglądał tok moich myśli :)). Mieszkaliśmy wtedy na przedmieściach i sklepów nie było zbyt wielu, więc to też ułatwiło sprawę. Ale nie tylko to... Co dalej? A potem była rozmowa z doradcą laktacyjnym. Dowiedziałam się, że rzeczywiście trzeba poczekać do tego 6 tygodnia i jeszcze jednej ciekawej rzeczy: wzmożony odruch ssania u dzieci wycisza się między 4 a 6 miesiącem. Czyli po pół roku dzieci już go nie potrzebują „fizjologicznie”. Wtedy to zaczyna być już uzależnienie psychiczne, dlatego im dłużej używa się smoczka, tym trudniej go odstawić. Pomyślałam „OK. W takim razie wytrzymuję do tego 6 tygodnia, a potem będę pilnować, żeby sprawnie odstawić smoczek”. Z niecierpliwością odliczałam dni, a potem zapomniałam o sprawie i Maks skończył 2 miesiące. Bez smoczka. Wtedy pomyślałam „Spoko. Skoro wytrzymałam tak długo, a za dwa miesiące mam odstawiać, to może poczekam”. Pomyślałam, że kiedy tak bardzo będę potrzebować, to wejdę do sklepu i kupię. Ale to się nie wydarzyło. Owszem, bywało ciężko – syn był (i jest) wymagającym dzieckiem i potrzebował sporo bliskości, ale pomagaliśmy mu radzić sobie bez smoczka. Choć niektórzy mówili, że to niemożliwe, okazało się, że to nie była prawda: żeby uspokoić – wystarczy mocne przytulenie, a smoczek wcale nie jest niezbędny do zasypiania. Przekonał mnie też argument, że smoczek jest zamiast piersi, a nie odwrotnie, więc stwierdziłam, że będę naturalnie zaspokajać odruch ssania syna (wbrew pozorom nie byłam "żywym smoczkiem", jak mówią niektórzy aż tak długo). No i udało się. Teraz Kociełło ma rok, a nas ominął problem z odzwyczajaniem dziecka od smoczka. Wystarczyło go nie kupować. Twój maluszek ma już prawie dwa latka i wciąż ssie smoczek? Przyszedł czas, aby go od niego odzwyczaić. Zanim jednak przystąpicie do działania, przemyślcie sobie kilka metod. To Wy znacie Wasze dziecko najlepiej i przy odrobinie namysłu matczyna intuicja i ojcowski instynkt podpowiedzą, który ze sposobów zadziała na Waszego „smoczkojada”. Najpowszechniejszą metodą odzwyczajania malca od smoczka jest drobne przekupstwo. Rodzice – w zamian za porzucenie smoczka – obiecują dziecku lalkę, misia, samochodzik lub inną zabawkę, o której wiedzą, że bardzo jej pragnie. Wada – maluch ma krótką pamięć. Szybko zapomni, że misia dostał w upominku „za coś” i znów zacznie domagać się smoczka. Dlatego o wiele lepiej sprawdzają się rytuały. Zanim dokonacie uroczystego zakopania smoczka w ogródku lub wyrzucenia go do kosza, porozmawiajcie z dzieckiem o tym. Niech brzdąc sam zechce poczuć jak ważna to ceremonia! Po wszystkim, pochwal malca, uściskaj i wycałuj, a gdy dopadnie go kryzys, spróbuj odwrócić jego uwagę i przypomnij mu (czule, nie z wyrzutem!), że przecież jest już duży i nie potrzebuje smoczka! Na dzieci, które z natury są przecież bardzo wrażliwe i empatyczne, działa również dobrze „metoda na potrzebującego”. Jeśli zdołasz przekonać córcię, że jej ukochana lala bardziej potrzebuje smoczka niż ona, to – być może – odda go lalce na zawsze i bez żalu. Po jakimś czasie schowaj smoczek, aby nie kusił. Gdy mała zacznie dopytywać, co się z nim stało, odpowiedz, że się zawieruszył, a lala postanowiła być jak jego właścicielka. Czyli… nie ma ochoty dłużej go ssać! Niektórzy rodzice „winą” za nieoczekiwane zniknięcie smoczka obarczają domowe zwierzaki. Informują dziecko, że pies czy kot po prostu go pożarły! Uwaga jednak, bo jeśli spodziewacie się ze strony malucha pogodnej akceptacji tego potwornego aktu, możecie się zawieźć. Niektóre dzieci, owszem, przyjmują go z przejęciem, ale przyjmują. Inne dostaną szału, a przerażony rodzic straci głowę. Aby więc jej nie stracić pamiętaj: Daruj sobie odstawianie smoczka paromiesięcznemu niemowlęciu. Skoro już Twoje dziecko korzysta z tego „dobrodziejstwa”, musisz cierpliwie poczekać, aż będzie na tyle rozumne, aby z nim o tym porozmawiać, ponegocjować, wytłumaczyć, zachęcić. Wiedz, że ssanie smoczka działa jak uzależnienie. Nie zniechęcaj się, gdy smoczkowy detoks nie udaje się od razu. W końcu to Ty, drogi rodzicu, po raz pierwszy wetknąłeś smoczek dziecku do ust. Nie jest to oczywiście żadna zbrodnia, jednak trzeba mieć świadomość, że kiedyś przyjdzie ten moment – odstawienia. I wtedy może być różnie. Nie panikuj, gdy malec pochlipuje za smoczkiem. Jeśli łzy dziecka tak Cię rozmiękczają, spróbuj ograniczać mu go stopniowo, np. podawając tylko przy zasypianiu. Nigdy nie zawstydzaj dziecka, że jeszcze ssie smoczek, nie wyśmiewaj go i nie obwiniaj! W ogóle wyrzuć te straszne metody ze swojego stylu wychowywania. A jeśli postanowisz, aby to Twoje dziecko samo zdecydowało, kiedy pozbyć się smoczka, też świat się nie zawali. Tylko nie obwiniaj się potem za jego krzywy zgryz i kłopoty z prawidłową artykulacją głosek. Na szczęście, wiele dzieci podejmuje tę decyzję w porę. Garść przydatnych informacji na temat smoczka i nie tylko znajdziesz również w naszych Poradach od Dady. po co dziecku przytulanka ? – zastanawiałyście się kiedykolwiek? Ja wielokrotnie i w końcu odkryłam cała tajemnicę – w czym siła przytulanki ! dziś rano mój mąż stwierdził, że powinniśmy pojechać do sklepu i wykupić cały zapas pluszowych kotów, identycznych jakie posiada Ola od 6 grudnia. Kot jest z nami, a raczej z nią 24 godz / dobę. Niekoniecznie w rączkach, ale zawsze w pobliżu, w zasięgu wzroku. I już według nas, taki jakiś podupadły w swoim wyglądzie, już nie tak cudownie pluszowy jak na początku swojego pobytu w naszym domu. Boryś w pierwszych tygodniach swojego życia dostał kremowy kocyk z wyhaftowanym słonikiem i napisem” kocyk Boryska” i jest z nim do dziś. Przy czym aktualnie jest to sprana szara szmatka. Wiele razy ten skrawek pluszu uratował nam tyłek, jak chociażby w pierwszych dniach pobytu w przedszkolu. Pani wychowawczyni nazywała go magicznym kocykiem. Po 6 latach, w końcu legalnie mam prawo, wyprać kocyk i rozwiesić go na kaloryferze w jego pokoju. Już nie stoi pod pralką i nie spogląda tęsknie na wirującą szmatkę. Nela to dziecko zagadka, z jednej strony bardzo niezależna, zaradna, mądra jak na 3 latka, a z drugiej moja wielka przytulanka, dodatkowych uzależnień brak. dzieci dwojga tych samych rodziców, jakże inne, w swoim zachowaniu, odczuwaniu świata. zastanawiałyście się kiedykolwiek skąd takie przywiązanie małego człowieka do jednej zabawki, kocyka, pieluszki? według psychologów maluch w okolicy pierwszego roku życia rozpoczyna bardzo ważny etap – separacja od rodzica. Nie od razu, powolutku stawia pierwsze kroczki. Intuicyjnie zaczyna się oddalać, uniezależniać od rodzica. przytulanka – wspomagacz taka namiastka matki, pocieszacz. Rzecz, która towarzyszy zawsze i wszędzie. Która nie oddala się świadomie. Można ją zawsze mieć wyłącznie dla siebie i przytulać do woli. Jest z maluszkiem w chwilach kiedy się czegoś obawia, kiedy się z czegoś cieszy i ekscytuje. Co daje dziecku ulubiona przytulanka ? Oparcie w każdej z wymienionych sytuacji. przytulanka – powiernik w dorosłym życiu często sami sobie powtarzamy słowa, cytaty, które dają nam siłę, typu – dasz radę! Jak nie ty, to kto? Takim samym substytutem dla małego dziecka jest właśnie pluszak, kocyk, pieluszka czy smoczek. Starsze dzieci mówią do swojej przytulanki bardzo często, co nieraz słyszałam. I się dziwiłam, jak można gadać z kocem?! PO CO DZIECKU PRZYTULANKA ? Bo to magiczny koc, coś co jest obok malucha zawsze, wszędzie i towarzyszy mu przez pierwsze lata życia. Dziecko niejako matkuje tej rzeczy, pokazuje świat swoimi oczami. Dlatego… nigdy nie zabieraj pluszaka ! nie powinniśmy się martwić, gniewać, czy podświadomie zazdrościć przytulanka oznacza wolność w sensie takim, że dziecko nie musi się kurczowo łapać maminej spódnicy. Szuka nowości, jest ciekawe świata. Jeśli się obawia nowej sytuacji, przytula swojego pocieszyciela i świat przestaje być dla niego taki zły. Ważne jest też podejście nasze to dziecinnego towarzysza. Akceptacja odgrywa tu ważną rolę. po co dziecku ulubiona przytulanka ! jest jednak duże grono, bo około 50% maluchów, które takiego przytulasa nie potrzebują. I nie ma w tym nic dziwnego. Osobiście również takiego nie miałam. Byłam szczęściarzem, które w latach 80 miało naprawdę sporo zabawek w tym lal i pluszaków, ale ani jednego takiego – naj. Podobnie moja córka Nela, u której każdego dnia pojawia się jeden ale inny ulubieniec. Czasem jest to pierdułka z jajka niespodzianki, innego dnia pluszowy jednorożec, kolejnego szmaciana lalka. Nawet kocyków z którymi nieraz sypia ma kilka i wszystkie, co do jednego jak twierdzi, są jedyne i ulubione. na nic się zda podkładanie przytulanki na siłę. Dziecko samo musi wybrać. I zazwyczaj nie będzie to to, które my wybraliśmy. Nieważne, że mniej ładne. Ważne że wierne i najpiękniejsze w oczach naszego maluszka. Zamiana na nowy również u nas nie przyniosła rezultatu. Wielokrotnie próbowaliśmy podmienić kocyk, na próżno. Stąd też mąż zaproponował, abyśmy wykupili zawczasu wszystkie koty ze smyka, identyczne jak ten od Mikołaja. Czy się uda? Czy będą mieć ten sam zapach? Nie wiem, można spróbować, z kocykiem nam się przez 6 lat nie udało. Borys potrafił bez patrzenia, po samym dotyku, rozpoznać swój jedyny i ukochany. wielu z nas, dorosłych identyfikuje dziecięcego pocieszyciela jako coś nienormalnego. Jako uzależnienie, lub oznakę słabości. Po co dziecku przytulanka ! Po co ?! Aby właśnie czuło się bezpieczne, mogło się przytulić w każdym momencie, aby pełniło rolę zastępczej mamy, żeby dziecko tłumaczyło przytulance swój świat, pokazywało własne emocje, niezrozumiałe sprawy. z biegiem lat dziecko „uwolni się” spod skrzydeł maskotki czy pieluszki, podobnie kiedy osiągnie wiek dojrzały, odejdzie od nas, rodziców. Nic na siłę. Na wszystko jest odpowiedni moment i nie powinniśmy się zbyt wtrącać. Niektóre dzieci w wieku 16 lat są gotowe na wyprowadzkę z rodzinnego domu i świetnie sobie radzą / moja połówkowa córka mieszka u dalekiej rodziny w innym, większym mieście bo tam rozpoczęła liceum, ale była to jej świadoma decyzja i była na to emocjonalnie gotowa/ inni nie są gotowi podjąć decyzje bardzo długo, a zdarzają się i tacy – że nigdy i mieszkają pod okiem mamusi przez całe życie, nie dlatego, że muszą, ale nie wyobrażają sobie wyprowadzki. Silna więź z rodzicem towarzyszy im przez całe życie i jeśli nie mamy tu do czynienia z parentyfikacją / o której pisałam już dwukrotnie – TU i TU / to w zasadzie nie ma w tym nic niepokojącego. Tak więc pozwólmy naszym dzieciom przytulać, miętosić ulubioną zabawkę – po co dziecku przytulanka – teraz już to jest zrozumiałe, prawda? Większość młodych mam zadaje sobie pytanie, czy warto podawać dziecku smoczek. Okazuje się – wbrew obiegowej opinii – że smoczek nie jest szkodliwy. O ile tylko maluch ssie smoczek sporadycznie, dla zaspokojenia potrzeby ssania. Pediatrzy i dentyści są bowiem zgodni, że zbyt częste i przedłużające się w czasie korzystanie ze smoczka może niekorzystnie wpłynąć na zgryz malucha. Co grozi dziecku, który zbyt często po niego sięga? Najczęstszym problemem małych miłośników smoczka jest tzw. sklepienie gotyckie. To zbytnie uwypuklenie górnego łuku zębowego jest związane z wysunięciem do przodu jedynek i dwójek, cofnięciem dolnej szczęki i powstaniem luki pomiędzy zębami górnymi i dolnymi. To w konsekwencji może przysporzyć maluchowi nie lada problemów, nowiem utrudnia dziecku gryzienie. Przedłużające się ssanie smoczka ma także swoje negatywne konsekwencje psychologiczne. Dzieci, które stale z niego korzystają mogą mieć problemy z nawiązywaniem relacji społecznych. Dlatego tak ważne jest, aby znaleźć właściwy moment na odzwyczajenie bobasa od ciągłej potrzeby ssania. Specjaliści zgodnie przyznają, że w życiu malucha są dwa okresy, które są szczególnie dobre na podjęcie próby odzwyczajenia od smoczka. Kiedy jest właściwi moment? Między piątym a szóstym miesiącem – gdy niemowlę aktywnie się rozwija, jest coraz bardziej zainteresowane tym, co dzieje się wokół niego i ssanie smoczka nie absorbuje go tak bardzo, jak jeszcze kilka tygodni wcześniej. Dobrym czasem na pożegnanie smoczka jest wiek 1,5 – 2 lata. Dwuletnie dziecko lepiej radzi sobie z emocjami, potrafi już wyrażać swoje zdanie, nierzadko manifestuje swoją dorosłość i samo decyduje się na odstawienie smoczka, który jest przecież atrybutem maluszków! Zadajesz sobie pytanie, co zrobić, aby próba odzwyczajenia malucha od smoczka zakończyła się sukcesem? Oto kilka rad. Przede wszystkim dbaj o to, aby zająć umysł i ręce dziecka czymś innym. Zabawy klockami, puzzle, rysowanie, malowanie, gra na instrumencie. Im mocniej skupisz uwagę Twojej pociechy na wykonywanym zadaniu, tym mniej będzie ono myślało o swoim „przyjacielu”. Nigdy nie zabieraj dziecku smoczka, kiedy ono przeżywa jakąś sytuację stresową. Smoczek pozwala bowiem na uspokojenie się. Ponadto maluch zwyczajnie czuje się lepiej i pewniej, gdy ma pod ręką coś, co zna. Częstym błędem młodych rodziców jest równoczesne odzwyczajanie dzieci i od smoczka, i od butelki. A to za dużo zmian dla bobasa! Według psychologów pomocna może okazać się także oficjalna uroczystość pożegnania smoczka. Miłość Lenki do smoczka z każdym miesiącem jej życia stawała się coraz mocniejsza. Patrząc na to, miałam pewne obawy, że kiedy moje dziecko wyjedzie na studia, będę zmuszona do torby z ogórkami kiszonymi i swojską kiełbasą, zapakować kilka smoczków, które pozwolą jej na spokojny sen po wyczerpujących imprezach. Wiem, że każde dziecko jest inne, każde na swój sposób przeżywa rozstanie ze smoczkiem; dziwi mnie tylko, że moje tego rozstania nie przeżywało wcale. L złamała nawet podstawową zasadę odsmoczkowania i odpieluchowania mówiącą „ nigdy nie odzwyczajaj dziecka od pieluchy i od smoczka w jednym czasie” . A ponieważ nikt nie będzie Lence mówił, co ma robić, postanowiła rzucić smoczek ucząc się korzystać z nocnika. Przypadek? Pewnie tak. Wszyscy wiedzą, że odzwyczajając dziecko od smoczka musimy być cierpliwi i niczego nie robić na siłę. Mówi się nawet, że jest to proces mozolny, okupiony łzami i ciężką pracą ( Czyimi łzami? Matki czy dziecka?) .Tak więc byliśmy cierpliwi. Nie chowaliśmy smoczka, nie smarowaliśmy go obrzydliwymi substancjami, nie opowiadaliśmy zmyślonych historyjek. Nie wtykaliśmy go do buzi L za każdym razem, kiedy zapłakała a na jej policzkach nie było łez; nie dostawała smoczka kiedy się nudziła, nie spała za smoczkiem w ustach. Zawsze był w pogotowiu, nie wychodziliśmy bez niego z domu, ale był przez nas traktowany jak ostatnia deska ratunku . Lenka rosła, a my powtarzaliśmy sobie „ jeszcze mamy czas” ( tu każdy, kto nas zna, po przeczytaniu tych słów uśmiecha się pod nosem). Dziecko postanowiło więc wziąć sprawy w swoje ręce i odsmoczkować się, nikogo nie pytając o pozwolenie. Smoczek uzależnia i łatwo przegapić ten moment, kiedy zaczyna być traktowany jak zabawka czy sposób na nudę. Nierzadko zastępuje bliskie kontakty z rodzicami czy brak uporządkowanego rytmu dnia. Jeśli dziecko większą część dnia spędza ze smoczkiem w ustach, warto proces odsmoczkowania rozpocząć wcześnie. Może uda się zdążyć przed maturą. Nie wiem co odpowiedzieć, kiedy ktoś pyta mnie, jak bezboleśnie odzwyczaić dziecko od smoczka. Nie wiem, bo u nas jak zwykle poszło łatwo i problem rozwiązał się sam.

nigdy nie zabieraj dziecku smoczka